To jeden z pierwszych przystanków na trasie naszej wystawy. Rzymskie denary – klucz do wyobraźni poszukiwaczy przygód i kto wie, może przyszłych archeologów.

Na początek słowo wyjaśnienia, które, niestety, skutecznie sprowadza na ziemię: na skarb, czyli celowo ukryte kosztowności, bardzo rzadko natrafia ktoś, kto założył sobie, że go znajdzie. Historia z Nowego Drzewicza to potwierdza.
Otóż w maju 1967 roku uczeń podstawówki Grzegorz Tondera, przechodząc łąką, zauważył w kretowisku pojedyncze srebrne monety, a grzebiąc w ziemi, wyciągnął ich całą zwartą masę. Odkrycie to szybko przyciągnęło uwagę jego rówieśników, którzy trafili na kolejne egzemplarze.
Dzika eksploracja trwała kilka dni. Wiadomość o znalezisku trafiła do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków dopiero 9 maja. Niemal natychmiast (bo jeszcze tego samego dnia) w Drzewiczu pojawił się zespół archeologów (pracami kierował Stefan Woyda).
Większość monet udało się odzyskać, część jednak została w rękach kolekcjonerów. Kilkadziesiąt z tych, które namierzono w ciągu kilku kolejnych lat, zostało dokładnie opisanych, podobnie jak egzemplarze zakupione przez Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi.
Najstarszy denar z całego depozytu był bity w latach 32-31 p.n.e., jest to tzw. legionowy denar Marka Antoniusza. Najmłodszy (denar Makryna) – w latach 217-218 n.e. Jednak najwięcej monet datuje się na lata 98-161, czyli od panowania Trajana do Antoninusa Piusa.
Pewne wątpliwości budzi denar Makryna, istnieje bowiem podejrzenie, że nie stanowił on części skarbu, a został do niego przypisany razem z innymi monetami należącymi do kolekcjonera.
Skarb z Drzewicza należy do skarbów typowych, jest jednak jednym z największych zachowanych, i to nie tylko w Polsce, ale w ogóle na terenach europejskich leżących poza granicami Cesarstwa Rzymskiego.
Opracowanie na podstawie książki Skarb denarów rzymskich z Drzewicza Aleksandry Krzyżanowskiej.